czwartek, 30 kwietnia 2015

Kiko- moje odkrycie i mani à la Hulk

Jako, że od pewnego czasu przebywam na terenie Francji, w pięknym regionie jakim jest Rodan-Alpy i dynamicznym mieście- Lyonie, dokonałam pewnego odkrycia. Otóż nagle mam swobodny dostęp do marek kosmetyków, których w Polsce niestety jeszcze nie ma. 
Ostatnio szukając szczęścia w jednym z centrów handlowych, moją uwagę przykuła piękna, ogromna wystawa lakierów. Ponad dwieście odcieni. Mój mały raj? Spędziłam dobrą godzinę próbując ogarnąć wszystkie kolory. Póki co wybrałam 2, ale moje Drogie Panie zapewniam Was, że na tym na pewno się nie skończy!


Marka, która mnie tak zauroczyła to KIKO. Włoskie kosmetyki do makijażu, pielęgnacji, itp. itd. Mają naprawdę przyzwoite ceny i przeogromny wybór. 

Wiecie co? Naprawdę nie przepadam za zielonym. Po prostu nie i  już. W mojej garderobie nie ma niczego w tym kolorze. Choćby nawet jednej skarpetki. Ewentualnie zieleń, ale w takim morskim odcieniu bardziej podchodzącym już pod niebieski. Nie wiem jak to się stało, ale wyszłam ze sklepu z dwoma lakierami- ślicznym koralem i ... ZIELONYM. 


Nie mam usprawiedliwienia. Zakochałam się w tym odcieniu- Pearly Golden Green. Sama nazwa świetne oddaje jego charakter. Piękna butelkowa zieleń ze złotymi drobinami. 


Od strony technicznej: 

Konsystencja: nie za rzadki ani za gęsty- nie rozlewa się na paznokciu i nie ma żadnych problemów w równomiernej aplikacji.

Pędzelek: klasyczny.

Inne: jedna warstwa wystarczy, żeby osiągnąć ładny efekt. Dość szybko wysycha, ale nie jestem w stanie dokładnie określić czasu, bo zawsze używać topa przyspieszającego wysychanie.






Kolega z pracy na widok moich paznokci stwierdził, że mam kolor paznokci jak Hulk. Chyba coś w tym jest ;)